Słup będący obiektem na naszej stronie nie dość, że był świadkiem ogromnej tragedii to jeszcze odegrał w niej „pośrednią” rolę. Ile w tym prawdy? Nie wiem. Otóż stał się wymówką dla rosyjskiego kierowcy, który spowodował katastrofę drogową tuż koło niego. Akcja rozegrała się w lekko mroźną noc 22 stycznia 1978 roku. Wtedy właśnie od strony Osiecznicy powoli jechał autobus „Jelcz” zielonogórskiego oddziału PKS. Należy wspomnieć, że był to wtedy, w 1978 roku ostatni dzień ferii zimowych, zaś gro pasażerów autokaru stanowiła młodzież wracająca do internatów . W sumie w pojeździe znajdowało się 59 osób. Kierowcą feralnego (jednego z ostatnich) kursu był doświadczony kierowca Jan Ferenc. W związku kompletem osób „na pokładzie” nie zatrzymywał się po drodze na przystankach by zabrać kolejnych. Kierował się spokojnie w kierunku Krosna Odrzańskiego. Właśnie na wysokości słupa pocztowego około godziny 20.00 z dużym impetem wjechał w autobus jadący z naprzeciwka rosyjski samochód wojskowy „KrAZ-214” będący na wyposażeniu radzieckiej jednostki na stałe stacjonującej w Szprotawie. „KrAZ” przewoził elementy mostu pontonowego, które wbiły się w autobus dokonując wewnątrz spustoszeń. Świadkowie twierdzą, że była to prawdziwa masakra. Kilkanaście godzin po tragedii kompletowano poćwiartowane i okaleczone ciała rannych i zabitych. Rannych na miejscu ratowali kierowcy nadjeżdżających pojazdów odwożąc ich do szpitala w Krośnie Odrzańskim. Rosjanie z konwoju wojskowego początku obawiając się linczu nie wykonywali poleceń strażaków jacy szybko pojawili się na miejscu kraksy. Dopiero po zdecydowanych poleceniach zaczęli pomagać przy wyciąganiu rannych i zabitych. Radzieckim „KrAZ-em” kierował 21 letni kierowca Samwieł Arutjanin, zaś obok niego w szoferce siedział podporucznik Wiaczesław Jełańskij. Ze względu na charakter uczestników tragedii informację o niej rozeszły się błyskawicznie trafiając także na łamy Wolnej Europy. W sumie w katastrofie zginęło 15 osób z czego nazwiska jednej z ofiar oficjalnie nie ujawniono. Na samo zdarzenie złożyły się dwa czynniki: - ponadwymiarowa szerokość rosyjskiego pojazdu - zjechanie na lewy pas przez Rosjan doprowadzając do zderzenia. Właśnie ten manewr kierowca „KrAZ-a” usprawiedliwiał faktem, iż wieczorem słup pocztowy wziął za pieszego, którego chciał w ostatnim momencie ominąć. W wyniku przeprowadzonych oględzin powypadkowych stwierdzono niesprawność obu uczestniczących w tragedii pojazdów. W Jelczu stwierdzono uszkodzenie oświetlenie po prawej stronie i uszkodzenie hamulca w jednym z kół /nie maiło to wpływu na tragedię bowiem kierowca nawet nie zdążył dotknąć pedału hamulca) zaś w „KrAZ-ie” stwierdzono niesprawny układ kierowniczy utrudniający utrzymanie wozu w ruchu prostolinijnym. Wokół tragedii pojawiło się wiele legend ( pijany kierowca, uciekający oficer, generał próbujący zastrzelić winowajcę Arutjanina, itd.). W rzeczywistości ślad po podporuczniku zaginął zaś kierowca został skazany na 8 lat ciężkich robót w łagrze. Jednym z drastycznych epizodów tragedii był fakt odcięcia palców ręki jednej z ofiar by ją wydobyć z autobusu bowiem straż wtedy nie dysponowała sprzętem do cięcia blach.