Rok 1945 i 1946 należał na Brochowie podobnie jak w innych częściach Wrocławia do mało bezpiecznych choć dziś z historycznego punktu widzenia jest skarbicą wiedzy o początkach powojennego, polskiego Wrocławia. Jednym z ciekawszych i tragicznych epizodów był incydent pomiędzy wojskami radzieckimi zajmującymi wtedy stację na Brochowie a ich rodakami wracającymi pociągami z Niemiec. Brochów był wtedy główną stacją przeładunkową na Dolnym Śląsku i jak łatwo się domyśleć, życie tętniło tu cały czas. Miejscem akcji był sektor stacji nazywany parkiem E. Tam właśnie doszło do kumulacji napięć pomiędzy Rosjanami. Otóż niecierpliwi pasażerowie pociągu który przyjechał z okupowanych Niemiec nie zamierzali dłużej czekać na odjazd i grupą poszli z interwencją do sowieckiego komendanta stacji na Brochowie. Ten widząc zbliżające się niebezpieczeństwo w postaci licznej grupy zdenerwowanych ziomków nie czekając na rozmowę ewakuował się ze stacji przez okno i udał się czym prędzej do sztabu zameldować przełożonym o zbliżającej się eskalacji napięcia na torach Brochowa. Długo nie trzeba było czekać. Po chwili na stacji pojawiły się radzieckie czołgi i piechota. Obsada pociągu nie miała szans, wycofała się do transportu. Niestety 20 żołnierzom się nie udało. Zostali złapania natychmiast rozstrzelani . Przed egzekucją musieli sami sobie wykopać groby. Rozstrzelano ich i pochowano pomiędzy Brochowem i Bieńkowicami gdzie leżą do dziś.
Może ktoś wie gdzie?
Ze wspomnień Józefa Karasia – jednego z pierwszych polskich kolejarzy Brochowa.