| zapomniałem hasło | nowe konto | dodaj zdjęcie
Mapa
Nieistniejące
Komentarze Kresy Kresy + Polska Panoramy Pomoc
powiat prudnicki

Za wpłaty ze zrzutka.pl oraz cegiełek kupione zostały:

  • Dyski twarde Seagate Exos X22 20TB x 2 = 2500 zł
  • Router TP Link Archer X55 AX3000 = 277 zł
  • Serwer plików NAS QNAP TS-673A-8G = 4677 zł

Przeznaczenie: kopie zapasowe strony (obecnie wykonywane są ręcznie na domowym komputerze)

zdjęcie 1 zdjęcie 2 zdjęcie 3

wczytywanie danych...

Maj 1945 roku na Ziemi Prudnickiej

proszę czekać...

Klęska III Rzeszy w 1945 roku spowodowała zmiany terytorialne na mapie Europy. Dotyczyły one przejęcia dotychczasowych wschodnich ziem tego kraju, w tym zienfl prudnickiej, przez Polskę. Jak wyglądał proces przejmowania władzy na Ziemi prudnickiej w 1945 roku, kto zapoczątkował proces budowania struktur administracyjnych, gospodarczych, jak wyglądała sytuacja społeczna, to pytania, na które większość z nas nie zna odpowiedzi. Przy okazji kolejnej rocznicy dotyczącej okoliczności przejęcia władzy przez przedstawicieli administracji polskiej warto poznać odpowiedzi na te pytania. Podstawą źródłową do odtworzenia wydarzeń z maja 1945 r. są przede wszystkim wspomnienia ieh uczestników (Stanisława Nabzdyka, Antoniego Błaszczyńskiego, Piotra Niedzieli, Edwarda Gzyla) oraz sprawozdania sytuacyjne sporządzane przez starostę prudnickiego. Analizując wspomnienia uczestników wydarzeń, należy pamięć, że powstały najczęściej wiele lat po wojnie, w innej sytuacji politycznej, a przed drukiem zostały poddane cenzurze. Czytając je zauważymy, że zawierają one często niedomówienia, pomijają kwestie drażliwe. Czytając z kolei sprawozdania starosty dostrzeżemy zadziwiającą szczerość w opisywaniu powojennej rzeczywistości. Ich wartość wzrasta, kiedy sobie uświadomimy, że pisane były na bieżąco, stąd znajdujemy w nich nigdzie indziej nie poruszone kwestie opowiadające o poczynaniach żołnierzy Armii Czerwonej na ziemi prudnickiej, o ich gwałtach i rabunkach.

Walki o Prudnik zakończyły się 19 marca 1945 roku. Mimo to samo miasto i okoliczne wsie aż do maja 1945 roku były pod ostrzałem artyleryjskim wojsk niemieckich, które zajmowały pozycje na wzniesieniach Gór Opawskich. Na to, co działo się w mieście po zajęciu go przez Armię Czerwoną, rzuca nieco światła we wspomnieniach Antoni Błaszczyński:

„W dniu 19 marca wojska niemieckie opuściły ostatecznie miasto i koszary, wycofując się w stronę Dębowca. Teren między Prudnikiem a Dębowcem został gruntownie zaminowany. Ludność ewakuowana uprzednio z miasta, kryjąc się w lasach ginie masowo od min. Mieszkańcy, którzy pozostali w mieście, zgrupowani zostali w budynkach przy ul. Chrobrego - co dawało pewną gwarancją bezpieczeństwa. Wobec przeciągania się walk w rejonie Prudnika, sytuacja ludności była coraz gorsza. Sprawa wody, żywności, warunków sanitarnych stawała się problemem. Dowództwo radzieckie zdecydowało (się) w końcu dokonać ewakuacji reszty mieszkańców miasta, głównie do Strzeleczek. Ponad miesiąc Prudnik pozostawał bez cywilnej ludności, a tymczasem walki z oddziałami hitlerowskimi, zgrupowanymi w górach wokół Prudnika, trwały nadal. Sytuacja się zrnieniła dopiero 6 maja, kiedy to hitlerowcy ostatecznie skapitulowali, otrzymawszy drogą radiową informację o zdobyciu przez wojska radzieckie stolicy państwa faszystowskiego - Berlina. Teraz dopiero można było mówić o pokoju i rozpocząć pokojową pracę nad odbudową zniszczonego przez działania wojenne miasta”.

Władzę nad Prudnikiem po jego zajęciu objęła komendantura wojenna, na czele której stali major Pychtariow, major Sadowników i major Iwanow. Komendantury były tworzone na mocy porozumienia zawartego w lipcu 1944 r. między Polskim Komitetem Wyzwolenia Narodowego (PKWN) a rządem Związku Radzieckiego. Ich podstawowym zadaniem było zapewnienie bezpieczeństwa na terenach zajętych przez Armię Czerwoną, dostarczenie żywności oddziałom walczącym na pierwszej linii frontu, odbudowa linii kolejowych, dróg, systemu łączności, przejęcie obiektów gospodarczych i wykorzystanie ich potencjału na potrzeby Armii Czerwonej i Kraju Rad. W efekcie tego przedstawiciele Armii Czerwonej za swoją zdobycz uważali wszystko, tak dobra, które można było sobie przywłaszczyć i wywieźć, jak i ludzi, których można było wykorzystać jako siłę niewolniczą. Żadnego znaczenia nie miała narodowość. Charakterystyczny był lekceważący stosunek komendantów wojennych do Polaków i polskich instytucji oraz ogólne poczucie bezkarności. Przedstawiciele zwycięskiej armii sowieckiej działali wedle zasady „zwycięzca bierze wszystko". Opis rabunków przedstawił w swoim sprawozdaniu z dnia 25 sierpnia 1945 r., a więc już trzy miesiące po formalnym przejęciu władzy starosta prudnicki Józef Sopa następująco: „Codzienne meldunki donoszą o wypadkach zrabowania bydła, inwentarza martwego, o obrabowaniu mieszkań i gwałceniu kobiet. W jednym wypadku została zgwałcona kobieta ponad 60-letnia. W innym wypadku dziewczynka lat 15. Gminne posterunki MO meldują, że ostatnie rabunki po wsiach wzrosły w gwałtowny sposób, że są zupełnie bezsilne. (...) Ludność wiejska żyje w ustawicznym strachu i wiecznym pogotowiu. (...) W mieście żołnierze Armii Czerwonej rabują na wielką skalę, zajeżdżając autami pod domy i wywożąc wszystko, co w mieszkaniu jest do wzięcia, a więc ubrania, pościel, itp. Ofiarą padają nie tylko mieszkania niemieckie - opuszczone, ale i zajęte przez Polaków, o ile w danej chwili nikogo w mieszkaniu do obrony nie było”. Jak wyglądało zachowanie Rosjan tuż po zajęciu Prudnika w marcu 1945 r. i przez okres samodzielnego sprawowania władzy, można się tylko domyślać. Po nakazie opuszczenia Prudnika przez ludność niemiecką, Rosjanie mieli wolną rękę do dokonywania w mieście grabieży i rabunków. Miasto zostało dokładnie splądrowane. Obok zwykłych krasnoarmiejców dokonywały tego również specjalne oddziały, których głównym zadaniem było przeszukanie obiektów publicznych, policji, gestapo w poszukiwaniu cennej dokumentacji, obiektów kultury, kościołów w poszukiwaniu cennych dóbr kultury oraz zakłady pracy, jako źródło maszyn dla zakładów w Związku Radzieckim. Wszystko, co przedstawiało wartość zabierano i wywożono w głąb Związku Radzieckiego. We wszystkich wsiach Rosjanie „opieką” objęli magazyny, spichlerze, młyny a nawet kopce z ziemniakami. Nie inaczej było w Prudniku i okolicznych wsiach.

Prudnicką grupę administracyjną, która miała przejąć z rąk Rosjan władzę nad miastem i powiatem sformowano na początku maja 1945 r. Została utworzona przez Sztab Organizacyjny Grup Operacyjnych „Śląsk Opolski" z siedzibą w Katowicach. W jej skład wchodzili w większości mieszkańcy Zagłębia Dąbrowskiego. Wśród nich spotkać można było jednak i mieszkańców Warszawy. Podczas odprawy dokonanej w dniu 7 maja: „załatwiono przydział odpowiedniej dokumentacji, pobrano środki żywności, każdy z wyjeżdżających otrzymał 500 złotych zaliczki, a pierwszy starosta prudnicki - Józef Sopa dostał 50 tys. złotych na organizację administracji i samorządu.” Członkowie grupy różnymi drogami starali się dostać do Prądnika, bo taką nazwę miał Prudnik w latach 1945-1946. Okoliczności podróży grupy i perypetie z tym związane zostały opisane przez kilku pierwszych przedstawicieli polskiej administracji. Inspektor szkolny Stanisław Nabzdyk tak ją zapamiętał: „Dnia 8 maja 1945 r. specjalnym pociągiem wyruszyliśmy całą grupą na Opolszczyznę, by objag w administrację polską powiaty leżące na lewym brzegu Odry.(...) Niełatwo było dotrzeć do celu. Wyjechaliśmy z Katowic w południe i pod wieczór byliśmy w Kędzierzynie. Władze radzieckie nie puściły nas na lewy brzeg Odry. Zawróciliśmy więc i nad ranem byliśmy w ... Chebziu. Koło południa część transportu skierowano na Opole, a my znów wróciliśmy do Kędzierzyna. Tym razem dojechaliśmy da.Koźla; Tutaj pracownicy oświaty opustu Iran spor: i na lokomotywie przybyłego pocwygu wojskowego udali się w dalsza podróż. Wieczorem szczęśliwie wylądowaliśmy w Głogówku, a więc już na terenie powiatu prudnickiego. (...) Na przebycie pociągiem 22-kilometrowej trasy z Głogówka do Prudnika potrzebowaliśmy znów kilku godzin. Dopiero pod wieczór 10 maja wylądowaliśmy w Prudniku, serdecznie witani przez polskich pracowników kolejowych, którzy tu już od kilku tygodni pracowali przy naprawie urządzeń kolejowych. Miasto było niemal zupełnie wyludnione. Poza wojskiem przebywało tu kilkudziesięciu cywilów, Niemców. Na jednym z budynków starostwa, przy dzisiejsze) ulicy Kościuszki, powiewał polski sztandar. Tam skierowaliśmy swe kroki. Dom ten zajęła operacyjna grupa przemysłowa, która przybyła tutaj samochodem i dlatego nas wyprzedziła. Grupa ta zabezpieczała przede wszystkim obiekty przemysłowe, następnie restauracje, hotele itp.” Nie mniej interesujący opis pozostawił nam Piotr Niedziela: „ Na odprawie u tow Zawadzkiego otrzymałem, wraz z innymi, dokumenty w języku polskim i rosyjskim, upoważniające do wyjazdu na ziemie zachodnie, jako przedstawiciel rządu polskiego do założenia administracji -państwowej, organizowania życia politycznego i gospodarczego w mieście i powiecie Prudnik..W dniu 8 maja 1945 r. nastąpiła zbiórka całej naszej grupy operacyjnej, liczącej około 30 osób i w tym dniu pociągiem towarowym wyjechaliśmy w kierunku Prudnika. W pierwszym dniu dotarliśmy tylko do Rudy Śląskiej i tu czekaliśmy do następnego dnia. Część naszej grupy w takiej sytuacji wróciła do domu. W nocy słychać było silną strzelaninę aż wszystko wokół drżało. Dopiero 9 maja dowiedzieliśmy się. że był to salut wojsk radzieckich z okazji zakończenia drugiej wojny światowej. W tym dniu pojechaliśmy jeszcze kilka stacji i znów nas zatrzymano. Koło południa 10 maja dojechaliśmy do Koźla. Tu wojskowi radzieccy kazali nam wysiąść z pociągu i zorganizować sobie nocleg. Wyszukaliśmy poniemiecką szkolę, zamienionat w ostatnich dniach wojny na szpital, i w tym pomieszczeniu spędziliśmy noc. W dniu 11 maja połączyliśmy sie telefonicznie z Urzędem Wojewódzkim i przeprowadziliśmy rozmowę, z tow. Zawadzkim odnośnie dalszego transportu, bo pociągi nie kursowały. Na polecenie tow. Zawadzkiego przysłano nam z Koźla autobus, którym dotarliśmy do Prudnika i zatrzymaliśmy się przy obecnej ul. Czerwonej Armii (dziś Armii Krajowej) (...) Zgłosiliśmy się do komendanta miasta, który nas serdecznie przyjął. Dowiedziawszy się w jakim celu przybyliśmy zaprosi! nas do wojskowej kuchni na posiłek. Po obiedzie komendant miasta wraz z całą naszą grupą (...) udał się, by wybrać odpowiedni budynek na administrację. Komendant miasta wskazał obecny gmach Prezydium PRN przy ulicy Kościuszki (dziś Urząd Miejski) i tam zlokalizowaliśmy siedzibę starostwa”. Wraz z grupą administracyjną do Prudnika wyruszyli przedstawiciele partii politycznych. Na polecenie Komitetu Wojewódzkiego Polskiej Partii Robotniczej do Prudnika udał się Edward Gzyl. Swoją podróż do Prudnika odbył przez Opole: „Wyruszyliśmy 7 V 1945 r. pociągiem. Do Kędzierzyna wszystko szło gładko. Tam nam powiedziano: dalsza droga na zachód zamknięta, tam jeżdżą na razie tylko wojskowe transporty. (...) Musieliśmy wracać do Hajduk i próbować inaczej. Do Opola dojechaliśmy pociągiem, a stamtąd jak wypadało: furmankami, pieszo, na rowerach. Ludzie witali nas przyjaźnie, a niekiedy bardzo serdecznie. W sumie podróż trwała przeszło trzy doby”.

Przedstawiciele polskiej administracji nie byli pierwsi w Prudniku. Jako pierwsi, jak wspomniano, byli polscy kolejarze. Co do daty ich przybycia istnieją sprzeczności. Stanisław Nabzdyk mówi o kwietniu 1945 r., inne źródła mówią o dniach 3-7 maja 1945 roku. W dniu 9 maja przyjechała grupa operacyjna przemysłowa Komitetu Ekonomicznego Rady Ministrów i Ministerstwa Przemysłu licząca 11 osób z Bolesławem Szlęzakiem ną czele oraz powiatowy inspektor szkolny Stanisław Nabzdyk. Dopiero dwa dni później, to jest 11 maja, przybyła najliczniejsza, bo 35- osobowa, grupa operacyjno - administracyjna na czele ze starostą Józefem Sopą, wicestarostami Stanisławem Majerczakiem i Edwardem Nowakiem. W dniu przyjazdu doszło do spotkania przedstawicieli administracji polskiej z miejscowym komendantem majorem Pychtariowem. Jej celem było omówienie zasad współpracy cywilnej administracji z władzami sowieckimi. Rozmowa miała przebiegać w nadzwyczaj miłej i przyjaznej atmosferze. Starosta w „serdecznych słowach zwrócił się do komendanta wojennego z prośbą o pełną współpracę, zrozumienie trudności sytuacji i pomoc, zapewniając, że władze polskie pragną (...) współpracować i w pełnej harmonii uzgadniać postępowanie dla jak najszybszego osiągnięcia pomyślnych wyników z obustronną korzyścią”.

 

Pomimo formalnego przejęcia władzy przez stronę polską radziecka komendantura w dalszym ciągu odgrywała dominującąpozycję w mieście. Rozpoczął się pewnego rodzaju „okres dwuwładzy”, na co skarżył się w swoich sprawozdaniach starosta Sopa pisząc: „obiecanki Komendanta wojennego były gołosłowne i jestem w zakresie mojego postępowania znacznie ograniczony” oraz „ Współpraca między komendantami wojennymi a starostą nie jest tak harmonijna, aby starosta mógł całość władzy administracyjnej ująć w swoje ręce". Rosjanie niechętnie przekazywali powoli uprawnienia stronie polskiej. Działalność komendy wojennej w Prudniku i komend w okolicznych wsiach zakończyła się dopiero jesienią 1945 roku, a w niektórych przypadkach nawet i w 1946 r.

Pierwszym zadaniem, jakie sobie postawił starosta Sopa i członkowie grupy operacyjno - administracyjnej było stworzenie podstaw Starostwa Powiatowego oraz Zarządu Miasta. W ciągu kolejnych dpi maja 1945 roku przybywali kolejni Polacy mający stworzyć podwaliny polskiej administracji. Łącznie ich liczba w dniu 25 maja miała wynieść 79 osób. Wśród tych pionierów byli oprócz już wspomnianych: Antoniego Baszczyńskiego, Bolesława Szlęzaka, Stanisława Nabzdyka, Józefa Sopy , Edwarda Nowaka, Stanisława Majerczaka także: Tadeusz Datko, Bolesław Kongul, Józef Konieczny, Franciszek Kopczyk, Hugon Kuczowicz, Adam Korsak, Józef Korus, Ignacy Kramarczyk, Stefan Laufer, Franciszek Sowiński, Józef Wójcicki, Michał Szulc.

Starostwo Powiatowe w Prudniku pod względem organizacyjnym składało się z 13 wydziałów: prezydialnego, ogólnego, samorządowego, aprowizacji i handlu, komunikacyjno - budowlanego, zdrowia, opieki społecznej, prawnego, propagandy, przemysłowego, wojskowego, farmaceutycznego, auto-transportu oraz komisji kontrolno-likwidacyjnej i inspektoratu szkolnego. Ogółem zatrudnionych w starostwie było w maju 1945 roku 53 pracowników. Bolączką starostwa był brak fachowców w dziedzinie skarbowości i podatków oraz zła sytuacja z zaopatrzeniem pracowników w podstawowe środki do pracy (brak papieru, maszyn do pisania, mebli) oraz życia (żywności, odzieży, środków higienicznych). Starosta pisał: „Sytuacja żywnościowa powiatu jest zła ze względu na zupełny brak zapasów, zwiększające się z każdym dniem zaopatrzenie, a o rekwizycji być nie może, gdyż powiat jest przez wojnę gospodarczo kompletnie zniszczony. Majątki dworskie stoją bez bydła. W kopcach u rolników znajduje się dużo ziemniaków, a zboże zostało zajęte na potrzeby Armii Czerwonej. Młyny znajdują się pod zarządem wojskowym, albo są nieczynne ze względu na totalny brak pasów transmisyjnych (...) Gospodarstwa rolne są w przeważającej części zupełnie zniszczone, niektóre wioski kompletnie wypalone”.

Prudnik stał się nie tylko siedzibą starostwa, ale i gminy. Podobne jednostki administracyjne powstały w terenie. Gminą miejską zarządzał burmistrz a gminą wiejską wójt. Burmistrzem Prudnika w dniu 14 maja 1945 r. został dr Antoni Błaszczyński, jego zastępcą był Stanisław Majerczak. Wójtem gminy Długomosty (Moszczanka) był Bolesław Scelina, zastępcą Grzegorz Bolibrzuch a sekretarzem Wiesław Brodziński natomiast wójtem gminy Rudziczka był Paweł Franielczyk a zastępcą Adolf Jaworski.

Kadra urzędnicza składała się z ludzi o różnym wykształceniu i pochodzeniu społecznym. Wiele osób było zupełnie nieprzygotowanych do pracy, wręcz przypadkowych. Stanisław Nabzdyk dokonał ciekawej oceny członków grupy administracyjnej przybyłej do Prudnika. Nie szczędził słów krytyki pierwszym włodarzom powiatu i miasta: „Wnet uporali się z tą pracą i już w kilka tygodni później wszyscy członkowie grupy pracowali (prócz jej kierownika) w starostwie na różnych stanowiskach. Byli to przeważnie warszawiacy. Jeden z nich dr S. został po kilku tygodniach powołany na stanowisko burmistrza miasta Prudnika, na miejsce dr Błaszczyńskiego, który mieszkał tutaj od 1911 r. i od połowy maja pełnił tę funkcję. Niestety, dr S. nie bardzo troszczył się o miasto, a tyle przecież było do zrobienia i ratowania. Bardziej dbał o swoje interesy. W końcu 1946 r. opuścił Prudnik i przeniósł się do Warszawy (...) Dobór pracowników poszczególnych urzędów był różny, tak pod względem przygotowania do zajmowanego stanowiska, jak też ogólnego wykształcenia. Pierwszy np. starosta prudnicki mgr S. posiadał wykształcenie wyższe, ale był człowiekiem młodym, bez doświadczenia w pracy administracyjnej. Miał więc poważne trudności w kierowaniu powiatem, a rad bardziej doświadczonych kierowników innych urzędów słuchał niechętnie. Nie mógł też początkowo liczyć na pomoc swych zastępców, ponieważ ci również nie mieli żadnej praktyki w pracy administracyjnej, a co gorsza nie zdawali sobie sprawy z ogromu zadań, jakie mieli do spełnienia”. Pod tajemniczym inicjałem dr S., o którego pracy tak krytycznie wypowiedział się Stanisław Nabzdyk, kryje się dr Franciszek Sowiński. W dalszej części swoich wspomnień na temat władz miasta możemy przeczytać: „Gdyby pierwsi burmistrzowie miasta byli lepszymi gospodarzami - ekonomistami, zapewne zniszczenia nie byłyby rosły jeszcze w pierwszych miesiącach powojennych. Należało bowiem z miejsca i energicznie przystąpić do uporządkowania miasta i przeprowadzenia remontów budynków mieszkalnych i obiektów gospodarczych". Należało również ścigać i bezlitośnie karać szabrowników, którzy w znacznym stopniu przyczynili się do podniesienia procentu zniszczeń”.

 

Ogromnym problemem pierwszych dni po objęciu władzy przez polską administrację było zapewnienie bezpieczeństwa mieszkańcom miasta, urzędnikom powiatowym i miejskim oraz przybywającym pierwszym osadnikom. O tym pisał Edward Gzyl: „W Prudniku bywało jeszcze „gorąco”. Po mieście gęsto krążyły patrole radzieckich żołnierzy. Ówczesny komendant MO sierżant Dąbrowski, po krótkiej rozmowie wręczył mi zdobyczne MP, 150 naboi i 12 granatów. Radził, byśmy byli czujni i nie chodzili środkiem ulic, bo może być źle... Komendant miał racje. Nas cywilów było wówczas w mieście około czterdziestu. (...) Nocami wypełzali z ukryć niemieccy maruderzy. Na krańcach miasta wybuchały strzelaniny, szczególnie w okolicy „klasztorka” i wsi Lipy. To radzieccy żołnierze „oczyszczali teren” z faszystowskich niedobitków. Między 15 a 18 maja wybuchło na ul. Młyńskiej i we wsi Lipy szereg pożarów.” Stanu bezpieczeństwa nie poprawiło w zasadniczy sposób przybycie w dniu 24 maja 1945 r. ną teren powiatu 54 funkcjonariuszy Milicji Obywatelskiej. Komendantem został plutonowy Bondasiewicz. Przyczyną braku poprawy bezpieczeństwa był nie tylko niski stan liczebny MO, ale również nadużycia części funkcjonariuszy w stosunku do ludności cywilnej głównie niemieckiej. W jednym ze sprawozdań z sierpnia 1945 roku starosta prudnicki pisał: „Stan Milicji Obywatelskiej jest zbyt mały, aby mogła interweniować we wszystkich potrzebnych wypadkach. Często jednak wpływają skargi na niewłaściwe postępowanie poszczególnych członków MO. Dlatego przy przyjmowaniu do MO należałoby zwrócić większą uwagę na kwalifikacje nie tylko fizyczne lecz i moralne. Milicjant, na wsi szczególnie, reprezentuje władzę państwową (...), toteż winien reprezentować ją godnie". Brak poczucia bezpieczeństwa był głównym czynnikiem, który zniechęcał do osiedlania się w mieście przez Polaków. Strach ten był związany z wzrastającą falą szabrownictwa. Starosta Sopa pisał: „Kradzieży dokonują nie zawodowcy, ale ludność miejska i wiejska. Można ich podzielić na dwie grupy: jedni szabrują dla osobistych potrzeb, drudzy wywożą towar na handel. Ofiarą kradzieży padają zarówno mieszkania opróżnione, jak i mieszkania zajęte przez Polaków, w czasie ich nieobecności. Organa MO walczą z kradzieżami, dokonując obław w mieście i na stacji kolejowej, nie są jednak w stanie zła usunąć. Sytuacja ulegnie polepszeniu, gdy mieszkania zostaną zajęte". O innym, niezwykłym wręcz, przypadku kradzieży możemy przeczytać we wspomnieniach inspektora szkolnego Stanisława Nabzdyka: „Opolanie nie wiedzieli wówczas, że szaber to zjawisko, które występuje w każdym kraju na fali powojennego chaosu, że nie przebierając w środkach próbuje wciskać się wszędzie, dlatego jest niezwykle trudne do opanowania. Przytoczę chociażby jeden fakt, ilustrujący przebiegłość elementu szabrowniczego: Profesor Czaplicki, jako delegat władz centralnych w moim towarzystwie jako inspektora szkolnego, zabezpieczał pozostałe księgozbiory i urządzenia zamku w Mosznej, powierzając cały ocalały majątek opiece jednego z byłych pracowników dworskich. Gdy po dwóch tygodniach przyjechaliśmy ponownie do Mosznej, stwierdziliśmy, że księgozbiór został przekopany, zabrano niektóre obrazy, figury, meble. Dozorca tłumaczył, że pewnego dnia przyjechały dwa samochody wojskowe, a żołnierze różnych stopni wojskowych po wyniesieniu z zamku i załadowaniu na samochody cenniejszych rzeczy odjechali w niewiadomym kierunku. Nasze władze stwierdziły, że żadna jednostka wojskowa nie wysyłała samochodów do Mosznej”. Obok szabru i rabunków dochodziło również do gwałtów i morderstw Najczęściej sprawcy tych czynów nigdy nie zostali wykryci. Wyjątek stanowiła sprawa zabójstwa sołtysa z Łąki Prudnickiej Bolesława Kolbera. której dokonało dwóch mężczyzn w dniu 19 maja 1945 roku. Obaj zostali zastrzeleni podczas pościgu.

Początki państwowości polskiej na ziemi prudnickiej wiążą się z miesiącem majem 1945 r., z datą zakończenia drugiej wojny światowej w Europie. Pierwszymi Polakami w Prudniku po jego zajęciu przez żołnierzy radzieckich byli kolejarze oraz dr Antoni Błaszczyński, pierwszy powojenny burmistrz miasta. Przejęcie władzy nad powiatem prudnickim z rąk przedstawicieli Armii Czerwonej nastąpiło w dniu 11 maja 1945 r. Powstanie Starostwa Powiatowego i Urzędu Miejskiego w Prudniku stanowiło pierwszy krok na trudnej drodze włączania ziemi prudnickiej w obręb państwa polskiego.

 

Źródło: Franciszek Dendewicz, Tygodnik Prudnicki Nr 22 (808) 31 maja 2006 r., www.sbc.org.pl

 

Skomentuj artykuł
Kontakt do administratorów strony Fotopolska.Eu: | Regulamin serwisu: https://fotopolska.eu/2,artykul.html
© Copyright 2012 Neo & Siloy
Kolokacja serwerów Amsnet