Młyn nazywany Wielkim.
Pierwsza wzmianka o młynie pochodzi z 1461r. z dokumentu Przemysława II księcia cieszyńskiego.
Młyn wodny wykorzystywał sztuczny potok Młynówka do napędzania kół wodnych do przemiału ziarna dostarczanego z folwarków.
Po kilku pożarach był zniszczony w XVIII wieku. W 1703 roku powstał projekt murowanego budynku o wymiarach 14,7 na 24 metry z 6 kołami młyńskimi.
Młyn po późniejszych przebudowach funkcjonował tu aż do lat 30 XX wieku.
Już to gdzieś tu pisałem, ale sorry, napiszę krótko znowu. Jeśli ktoś chce poczuć złudzenie poruszania się po wodzie, wystarczy stanąć tak, jak na tym zdjęciu, tyle że tuż przy barierce, po czym spojrzeć w dół, w wodę, i tak trwać. Wkrótce ma się wrażenie, jakby człek płynął, bawiłem się tu jako dzieciak, i ten "patent" zawsze działał ;))
Spróbujcie sami ;))
Zastanawiam się co do nazwy tego obiektu, tutaj bowiem działała kiedyś minielektrownia wodna, a zatem był to nie tylko młyn. Wiem, że nie ma czegoś takiego jak ElektroMłyn, to by było śmieszne. Ale "Młyn oraz mała elektrownia wodna" - to już bardziej brzmi do rzeczy. Zatem???
PS - na tym moście, przy widocznej tu balustradzie można doznać efektu płynięcia! To odkryliśmy z kolegami bawiąc się często w tym rejonie. Jak to działa? Możecie sami spróbować. Trzeba stanąć tak jak ten fotograf, ale tuż przy samej balustradzie, najlepiej na samym środku mostku. Teraz warto się lekko nachylić ku płynącej wodzie. I co? I nic - trzeba się wpatrywać prosto w dół, w płynącą pod nami wodę, i po jakimś czasie doznacie uczucia, jakbyście płynęli kajakiem. Pamiętam, że jak za długo patrzyłem, to można było doznać uczucia niemal zawrotu głowy. Dziś wiem, że to zwykłe oszukiwanie mózgu, a konkretnie błędnika, czyli narządu równowagi, który podczas tej obserwacji ma sprzeczne sygnały, z oczu dostaje sygnał, że pacjent się porusza, a z nóg i całego ciała, że stoi w miejscu, wówczas chcąc pacjentowi coś jednak dać odczuć, nasz mózg "udaje, że się jednak poruszamy, daje nam takie złudzenie"
Warto spróbować - i jak? Fajnie się fruwało, stojąc w miejscu???
Jak widać, w latach mojej młodości taka wirtualna przyjemność była dostępna za zupełną darmochę, trzeba było tylko ją namierzyć i umieć z niej skorzystać. Brrrrrrr, jeszcze teraz mi się kręci w głowie, jak o tym tak szczegółowo piszę ... ;-) ;-)
Komentarz został edytowany przez użytkownika - powód: Korega Tabs
widać, że w tym szerokim kanale była duża krata na całym przelocie. Krata z prętów czy płaskowników raczej, ułożonych tylko pionowo (lekko w skos), było to swego rodzaju sito, eliminujące grubsze zanieczyszczenia typu patyki, szmaty i inne badziewie, jako ochrona turbiny. Na tym współczesnym zdjęciu
widać po lewej stronie, już na ścianie bocznej, taki ukośny ślad na tynku - to dowód na to, że ta krata tam była, pamiętam ją doskonale, bo na niej tańczyły rozmaite cuda płynące Młynówką. Ale tez ta krata zasłaniała widok owego otworu i dlatego nie pamiętam, czym on był wówczas obsadzony ...
Komentarz został edytowany przez użytkownika - powód: kolega tabs
do czesil: Nie wiem, czy konkretnie po turbinie, ale ta elektrownia moim zdaniem działała tak. Widoczny po lewej stronie szeroki kanał był zalewany na maksa, ewentualny naddatek wody przelewał się prawym kanałem. W tm szerszym kanale spiętrzona woda wywierała największy nacisk na jego dno, a tu właśnie był widoczny otwór, przez który woda uchodziła z tego spiętrzenia. Uchodząc mogła od razu trafiać na łopatki turbiny, która przez przekładnię poruszała wirnik generatora prądu, lub też woda ta szła krótko w dodatkowym kanale zaczynającym się od tego otworu, i dopiero potem trafiała na łopatki turbiny. Tu być może tak było, że w owym widocznym otworze mieściła się turbina wodna. Nie wiem, czy ta elektrownia nie działała jeszcze w latach 60, bo często tam bywałem i też często pamiętam wizyty auta z energetyki, a pamiętam to dlatego, że zawsze im przez ramię zaglądałem do tego małego pomieszczenia z drzwiami z trupią czaszką, drzwi od strony Przykopy. Pamiętam, że zaglądaliśmy z drugiej strony tego domku, obok Juwenii, i patrzyliśmy jak woda wypływa z pod tego domku; była dość zburzona i gwałtowna, może wracała "z pracy" ???
Może trzeba by znaleźć stare zdjęcia, na których widać stan wody w tym kanale, to by wiele wyjaśniło. Z drugiej strony warto by dotrzeć do jakichś "papierów" czy ludzi w elektrowni Cieszyn, którzy o tej elektrowni coś by wiedzieli .....
do Stenek: Jak byłem przedszkolakiem i chodziliśmy topić Marzannę to jedna z pań opowiadała, że w tym miejscu kiedyś utopiło się dziecko, wpadając w wir wodny. Nie wiem ile w tym prawdy a ile legendy ale historia pozostała mi do dziś w głowie.
Też tam maja obostrzenia:
"Zabrania się umieszczania materiałów zdigitalizowanych na innych stronach internetowych lub ich publikowania w jakikolwiek sposób bez pisemnej zgody właściciela materiałów archiwalnych."
Mnie w ogóle dziwi ta konieczność uzyskiwania zgody na publikację czegoś, co już raz zostało oficjalnie opublikowane w internecie jeśli za taką publikację nie osiągamy korzyści finansowej. W sytuacji gdy nie ma konieczności rejestrowania się i ponoszenia jakichś opłat przy korzystaniu z zasobów danej strony to wydanie bądź odmowa wydania takiej zgody nosi znamiona nonsensu już u podstawy. Moim zdaniem w zupełności powinno wystarczyć podanie źródła. To tylko moje zdanie.
Komentarz został edytowany przez użytkownika - powód: Literówka
Wg mnie mają to źle zorganizowane. Jeśli mają problem z rozpowszechnianiem to mogliby dać jakiś znak wodny, linię lub coś podobnego. Przykładowo taka Moravska Knihovna ma informację "Některé dokumenty jsou přístupné veřejně a některé lze prohlížet pouze v budově knihovny z důvodu autorsko-právní ochrany. Zpřístupnit dokumenty veřejně můžeme až 70 let po smrti autora či spoluautora a 50 let trvají nakladatelská práva.
Pokud se Vám zdá, že by dokument měl být veřejně přístupný, napište buď nám nebo přímo do knihovny, která digitální dokument vlastní."
Tymczasem przykład z Austrii po przetłumaczeniu:
"Austriacka Biblioteka Narodowa udostępnia treści i kopie cyfrowe swoich zbiorów online na swoich stronach internetowych. Austriacka Biblioteka Narodowa nie rości sobie żadnych praw autorskich do tych treści. W związku z tym wyraźnie wyraża zgodę na ponowne wykorzystanie tych treści w formacie umożliwiającym ich odtworzenie. Dotyczy to również wykorzystania tych treści na forach internetowych, blogach i w mediach społecznościowych, takich jak Facebook, Instagram, Pinterest itp. Niezależnie od tego, wszelkie istniejące prawa osób trzecich do treści muszą zostać indywidualnie wyjaśnione przez użytkownika przed ich ponownym wykorzystaniem."
do tatranclimber: sam wiem, że to z archiwum w Opawie. ale wydawało mi się,że to są źródła typu "open source". bo w sumie to nasze, tylko poniekąd nam ukradli :) myślę, że pozwolenie na publikację w tym miejscu byłoby zbędną i męczącą formalnością.
do stoik: Tam cały czas jest informacja:
"Publikování jakékoliv textové i obrazové části databáze je podmíněno souhlasem Zemského archivu v Opavě a uvedením řádné citace."
Czyli: Publikacja jakiejkolwiek części tekstowej lub graficznej bazy danych wymaga zgody Archiwum Wojewódzkiego w Opawie i podania prawidłowego źródła.
do tatranclimber: Nie musisz mi tłumaczyć czeskiego na polski. ...... Wytłumacz mi, jak Czesil to robił. W przypadku niekomercyjnego działania, zazwyczaj nikt się nie czepia. Bo chyba nie ma czego.
Komentarz został edytowany przez użytkownika - powód: edycja
do stoik: Niby co ? Skąd mial tyle archiwalnych zdjięć z archiwów ? Poprostu spędzal duźo czasu w tych archiwach. Poczekajmy na zdanie Jozefa, moźe otrzymal pozwolenie, niejest to proste, ale czasami moźna takie zezwolenie otrzymać.
do vetinari: Ja bym się nie czepiał o prawa autorskie po ponad 200 latach :) Skoro jednak ktoś wystawia takie plany w dobrej jakości, to chyba chce się nimi podzielić. Oczywiście zawsze można zapytać. Ale my tego nie robimy w celach zarobkowych. Nie wiem jak jest w Czechach z dostępnością do archiwów. Ale co do praw autorskich to już prawdziwy rozgardiasz :)
Komentarz został edytowany przez użytkownika - powód: edycja
do stoik: Tu niechodzi o prawa autorskie, ale wlastnośczowe. Tak samo jak w Polsce, tak i u nas są te Archiwa na takie rzeczy wraźliwe. Tu niechodzi o zarobek, ale ktoś inny moźe wlaśnie to zdjięcie w celach zarobku pobrać.
do Jozefb: Zwróciłem uwagę gdyż mi usuwano zdjęcia z tego źródła. Jesteś tu długo więc zapewne o tym wiesz. Co do podawanego przez ciebie obiektu to akurat na stronie skąd brałem nie było takiej informacji
do paulus60: Może dla Ciebie to znamiona nonsensu, ale jeśli ktoś opublikował zdjęcie nielegalnie nie posiada do niego praw, to kopiowanie od niego i powielanie dalej jest nadal niezgodne z obowiązującym prawem. Brak stosownych działań w tym kierunku ze strony użytkowników, ściąga ryzyko komplikacji prawnych dla właścicieli portalu. Dlatego przykładamy do tego się dość sumiennie - nawet jeśli to nonsens dla kogoś lub absurd. Idąc tropem Twojego rozumowania, każdy mógłby pobrać sobie zdjęcia autorskie naszych użytkowników (przecież już je opublikowano), i wykorzystywać do woli. Sęk w tym, że samo opublikowanie to nie przekazanie praw autorskich na każdego pobierającego.
Komentarz został edytowany przez użytkownika - powód: uszczeg.
do Neo[EZN]: jeżeli nadal żyje, to jak najbardziej. ale ta rozmowa staje się lekko pozbawiona sensu nie wydaje Wam się ? sorry, bo już powoli niektóre skecze Monty Pythona robią się za słabe. Ale koncepcja niczego sobie. Prawa autorskie należą się autorowi. Można natomiast mieć patent na pewien obraz, wizerunek, logo itd. Ale co to ma wspólnego z autorem ? Podstawowym założeniem jest rozróżnienie autorskich praw osobistych oraz praw majątkowych. Cytując. Doczytajcie sobie niedouki -
do stoik: opowiem Wam historię. kiedy jeszcze pracowałem dostałem pod opiekę takiego jednego profesora z uniwersytetu Wisconsin USA. prawdziwa katastrofa. ale wybrnąłem, bo akurat wtedy kwitły Cieszynianki. miałem szczęście :)
do stoik: is that specific to this area ? na co ja - Yes of course :) strictly under protection. gdyby ktoś nie wiedział. Cieszynianka jako endemiczny gatunek jest objęta bardzo ścisłą ochroną. Pan Profesor był zachwycony. kierownik podziękował mi uściskiem ręki. dużo mówić. ____________________________________ a może Wy macie coś ciekawego do powiedzenia ? nie że. ale tak fajnie się wyzłośliwiać.co do niektórych typów adresowane.
Komentarz został edytowany przez użytkownika - powód: edycja
Widok z al. Łyska na budynek owczesnego Grossmühle - Wielki Młyna, obecnie Przykopa 20. Od strony al. Łyska się znajdują magazyny, warsztaty i chyba nawed i ...
Zbliźenie na boczną elewacjie budynku i tym i na metalową kladke schodowa.